Humor

– Skąd wracasz?
– Wracam znad grobu przyjaciela. Stałem tam sobie i patrzyłem na napis: “Tu leży Aron Szejnoch, wzorowy obywatel i uczciwy kupiec”.
– I co, tak się wzruszyłeś?
– Pomyślałem sobie: jaki biedny musi być Aron… Tak leżeć w grobie z dwoma zupełnie obcymi osobami…

—————————————–

Pewien Żyd modli się do Boga:
– Panie, pozwól mi wygrać dużo pieniędzy na loterii, a przysięgam, że połowę oddam na biednych.
Niestety nic nie wygrywa. Idzie do kościoła, zapala świeczkę i ponawia swoją prośbę obiecując, że połowę odda na kościół.
Następnego dnia wygrywa sto złotych.
– Przyznaję, że chrześcijański Bóg pomógł mi bardziej niż nasz – myśli sobie – ale nasz jest sprytniejszy; bo wiedział, że nie oddam tych pieniędzy!

—————————————–

~ U rabina zjawia się biedak płacząc, że ma tysiąc kłopotów, które go przygniatają…
– Zbliża się święto Pesach, a ja nie mam pieniędzy na macę ani na wino… Ani
ja, ani moja żona nie mamy w czym pokazać się w synagodze… To samo dzieci!
Oj, oj, tysiąc kłopotów!
– Nie rozpaczaj… powiedz lepiej, ile ci potrzeba na żywność?
– Chyba ze 30 złotych, rebe…
-A na ubranie dla żony i dzieci?
– Co najmniej 50 złotych…
-A na ubranie dla ciebie?
Jakieś 20 złotych…
Widzisz… Z wyliczenia wynika że razem potrzebujesz jakieś 95 złotych. Popatrz: już teraz nie masz tysiąca kłopotów! Masz tylko jeden kłopot: jak zdobyć te 95 złotych!

—————————————–

Po gwałtownej burzy topola przydrożna zwaliła się w poprzek gościńca. Nadjeżdża furmanka. Zsiada z niej kilku Żydów. Zaczynają debatować, jak by tę przeszkodę usunąć. Padają różnorakie propozycje, sentencje, cytaty z Talmudu… W pewnej chwili zjawia się wóz naładowany sianem. Z wozu złazi wieśniak, chwyta rękami pień topoli i odrzuca go na bok. Żyd-talmudysta mruczy pod nosem:
-Też mi sztuka! Siłą!

—————————————–

– Czy oskarżony przywłaszczył sobie pieniądze swego pracodawcy? Krótko: tak lub nie?
– Proszę sądu, to niemożliwe odpowiedzieć ani tak, ani nie, ponieważ…
– Bez bajek!!! Proszę powiedzieć tylko: tak – albo – nie!
– Panie sędzio, ja bym panu sędziemu zadał pytanie, na które wysoki sąd nigdy by nie mógł odpowiedzieć ani tak, ani nie…
– Taak..? Jakież to?
– Czy wysoki sąd przestał już brać łapówki? Proszę powiedzieć: tak lub nie…

—————————————–

Moryca Goldmana, kłótliwego, starszego mężczyznę potrąciła i paskudnie poturbowała ciężarówka. Przewieziono go do pobliskiego katolickiego szpitala, gdzie opatrzono jego rany.
– Kto zapłaci rachunek za pański pobyt w szpitalu? – spytała siostra przełożona.
Stary człowiek warknął:
-Ja nie mam pieniędzy. Jedyną moją żyjącą krewną jest siostra, ale ona przechrzciła się, wstąpiła do zakonu i jest teraz zakonnicą i starą panną.
Siostra przełożona usiłowała ukryć zdenerwowanie. – Nie jesteśmy starymi pannami – odparła – poślubiłyśmy Jezusa.
-W takim razie poślijcie rachunek mojemu szwagrowi.

—————————————–

Na lekcji religii katecheta pyta dziatwę, kogo należy najbardziej czcić. Kto przyniesie nazajutrz najlepszą odpowiedź, ten dostanie 50 groszy na cukierki. Nazajutrz:
– No, kto pierwszy? Powiedz ty, Janek.
– Mamę!
– A ty. Rysiu?
– Tatusia!
– No, a ty?
-Jezusa Chrystusa!
– Świetnie! Ale jak ty się właściwie nazywasz, pierwszy raz cię widzę!
– Srulek Aprikozenkranc!
– A skąd się tu wziąłeś?
– Słyszałem, że można tu zarobić, więc przyszedłem!

—————————————–

Spotyka się dwóch pobożnych starozakonnych i jak to bywa, zaczynają rozmowę o swoich dzieciach.
– Co robi twój najstarszy syn?
– o, mój najstarszy syn to wielka figura. On teraz jest w Moskwie i buduje tam socjalizm.
– A średni syn?
– On też jest wielka figura i buduje socjalizm w Warszawie.
– A najmłodszy syn?
– On mieszka w TelAwiwie.
– I też buduje socjalizm?- Oszalałeś? We własnym kraju?

—————————————–

– Wiesz, Miriam, powiedziałam mężowi o wszystkich moich flirtach, zdradach, romansach… Powiedział, że bardzo mnie kocha i wszystko mi wybaczył!
-To złoty człowiek, Rozele!
– O! Nie bądź naiwna… Zresztą i tak się z nim rozwiodę, bo przecież z mężczyzną, który wybacza takie sprawki, porządna kobieta dłużej być nie może…

—————————————–

Herszel podchodzi do żony wyciągniętej na leżaku i pyta:
– Czy kochałabyś mnie nadal, gdybym był kaleką?
– Oczywiście, kochanie.
-A gdybym był impotentem?
– Oczywiście, kochanie.
– A gdybym stracił pracę, gdzie zarabiam sto tysięcy dolarów rocznie?
-Oczywiście, że nadal bym cię kochała. Ale bardzo by mi ciebie brakowało.

—————————————–

– Słyszałeś jak Lajzbaum przechytrzył Rabinowiczównę?
– No…?
– Obiecał dziewczynce 300 złotych na pończochy. Wiedział, że na koncie ma tylko 250 zł, więc dał jej czek na 300, spokojny, że w ten sposób nie wyda ani grosza…
– I co…?
– Fajdele to sprytna dziewczyna: wpłaciła na konto Lajbauma 50 złotych, a następnego dnia spokojnie zrealizowała czek!

—————————————–

W zaparowanej łaźni publicznej pewien dowcipniś klepnął w pośladek kogoś, kogo wziął za swojego przyjaciela. Natychmiast potem spostrzegł, że ofiarą jego wybryku był rabin.
Zawstydzony spieszy z przeprosinami:
– Wybacz, rebe, nie wiedziałem, że to ty. Byłem przekonany, że to mój przyjaciel.
– Nie szkodzi – rzuca spokojnie mędrzec – tam, gdzie mnie uderzyłeś, nie jestem rabinem.

—————————————–

Ksiądz i rabin mieli zderzenie czołowe. Kiedy opadł pył – masakra. Samochodów właściwie nie ma… Z jednego wysiada rabin, lekko potłuczony. Z drugiego ksiądz – parę siniaków…
Patrzą na siebie – na samochody – niedowierzanie…
Rabin mowi do księdza: to niemożliwe, że żyjemy…
Ksiądz: no właśnie – to musi być znak od Szefa…
Rabin: tak, to znak od szefa, żebyśmy sie wreszcie pogodzili.
Ksiądz: tak, koniec waśni między religiami…
Rabin (wyciaga piersiówke): napijmy się, żeby to uczcić.
Ksiądz wzial butelkę, pociągnał parę łyków i oddał rabinowi. Rabin zakręcił i schował.
Ksiądz: a ty ????
Rabin: a ja poczekam, aż przyjedzie policja!

—————————————–

Jedzie sobie ksiadz samochodem. Zatrzymuja go dwaj policjanci:
– Dokumenty, prosze!
Ksiadz im daje dokumenty.
– Prosze otworzyc bagaznik!
Ksiadz otwiera.
– Co ksiądz wozi?
– Boiler do zakrystii.
– Hmm.. Niech Ksiądz jedzie.
Po chwili, policjant pyta sie kolege: – Ty! co to jest boiler do zakrystii?
A drugi: – Nie wiem, to ty chodziles 2 lata na religię.

—————————————–

Wchodzi do fryzjera ksiadz. Ten go przystrzygl i mówi:
– Od duchownych nie biore zaplaty!
Na drugi dzien ksiadz przyslal mu paczke kubanskich cygar. Nastepnego dnia do fryzjera przyszedl pastor. Fryzjer zrobil swoje i mówi:
– U mnie duchowni nie placa.
Wieczorem pastor przyslal mu wspanialy koniak. Trzeciego dnia zjawil sie u fryzjera rabin. Fryzjer przystrzygl to co u rabina przystrzyc mozna (pejsy i broda nie moga byl przycinane) po czym powiedzial o panujacej w jego zakladzie zasadzie. Na drugi dzien rabin przyslal do niego swojego kolege – innego rabina.

—————————————–

Późna jesień 1906 roku. Północny Atlantyk. Statek z emigrantami z Europy Wschodniej płynie do Ameryki. W pewnym momencie roszalała się straszliwa burza. Statek jak się rozkołysał i widac, że lada moment zaleje go fala. Wszyscy zaczeli się modlic, nawet Icek Ateista. Jak to zobaczył jego kumpel Mosiek, podbiegł do niego i krzyczy: ” Icek, ty natychmiast przestań, jak się Bóg dowie, że Ty jesteś na tym statku, to wszyscy jesteśmy zgubieni ! ”
I.: Mosiek, Ty mnie powiedz czy to prawda, że ty jesteś Ateista, że ty już w Boga nie wierzysz ?
M.: Icek, tak nie można tego wiesz zdefiniowac, chetnie bym porozmawiał ale kiedy indziej.
Nazajutrz:
I.: Mosiek, Ty mnie powiedz czy to prawda, że ty jestes Ateista, że ty już w Boga nie wierzysz ?
M.: Pewnie, ze jestem ateista, kto by w takie glupoty wierzył?
I.: To czemu mi tego wczoraj nie powiedzialeś ?
M.: Coś Ty?, Icek, takie rzeczy w Szabas opowiadac?

—————————————–

Książę pewien, widząc kiedyś filozofa, zajadającego przysmaki, zapytał: “Cóż to, i filozofowie lubią także łakotki?” “Czemu nie? – odrzekł filozof – Alboż natura dla samych tylko nieuków dobre rzeczy stworzyła?”

—————————————–

Żyd wybiera wszystkie pieniądze z banku. Nerwowo przelicza plik banknotów. Mówi do kasjera: Proszę je wpłacić z powrotem. Chciałem się tylko upewnić, że nic nie zginęło…

—————————————–

– Powiedz mi, Szrankowitz, dlaczego wy, Żydzi, zawsze musicie odpowiadać pytaniem na pytanie?
– A dlaczego by nie?

—————————————–

Poznałem młodą wdowę, posiadającą dorosłą pasierbicę. Z wdową ożeniłem się wkrótce ja, z pasierbicą mój ojciec. W ten sposób moja żona została świekrą swego teścia, moja pasierbica moją macochą, mój ojciec zaś moim pasierbem. Macocha moja, pasierbica mojej żony, powiła syna, przybył mi zatem brat, jako syn mego ojca i macochy, ale ponieważ był on jednocześnie synem mojej pasierbicy, żona moja została babką, a ja dziadkiem mego przyrodniego brata. Ponieważ i mnie wkrótce urodził się syn, macocha moja, przyrodnia siostra tego chłopca, została nadto jego babką, gdyż był on synem jej pasierba, a ojciec nasz został szwagrem naszego dziecka, jako mąż jego siostry. Jestem przeto bratem mego własnego syna i szwagrem mojej matki, moja żona jest ciotką własnego syna, a ja swoim własnym dziadkiem.

—————————————–

Najwybitniejszym i najsłynniejszym żydowskim kaznodzieją swojej epoki był Jaakow ben Zeew Wolf Kranz, zwany Magidem z Dubna (ok. 1740-1804). Wędrował on po całej Europie Środkowej i Środkowo-wschodniej, nauczając i wygłaszając wspaniałe, porywające kazania. Podróżując pomiędzy większymi miastami, gdzie zatrzymywał się na dłużej, odwiedzał także i mniejsze miasteczka. Wszędzie gotowano mu królewskie przyjęcie i witano z najwyższymi honorami. Z podziwem i zazdrością patrzył na to wożący Magida woźnica. Wreszcie nie wytrzymał i zwrócił się do niego z następującą prośbą: – Rebe! Wszędzie witają cię jak króla albo cesarza. Chciałbym choć raz doświadczyć takich zaszczytów. Pozwól mi przebrać się w twoje szaty i w mieście, do którego się zbliżamy, uchodzić za wielkiego kaznodzieję z Dubna. Magid uśmiechnął się i powiedział: – Chętnie spełnię twoją prośbę. Jest jednak jeden problem. Otóż kiedy przyjeżdżam do jakiegoś miasta, to po uroczystym przyjęciu, którego mi tak zazdrościsz, zapraszają mnie do bet ha-midraszu, gdzie zadają mi bardzo trudne pytania na temat Tory. Skąd będziesz wiedzieć, jak na nie odpowiedzieć? Woźnica zapewnił go, że da sobie radę, więc rozbawiony Magid zamienił się z nim ubraniem i usiadł na koźle. Niebawem wjechali do miasteczka. Mieszkańcy miasteczka – szczęśliwi, że goszczą u siebie tak wielkiego “rabina” – fetowali go z wielkim zapałem. Potem zaprowadzili go do miejscowego bet ha-midraszu, gdzie dano mu do rozwiązania bardzo skomplikowany problem. Przebrany Magid z Dubna stał obok, ciekaw, jak jego woźnica poradzi sobie w tej sytuacji. Ten zaś powiedział: – Jak to? Takie łatwe i proste pytanie zadajecie mnie, słynnemu Magidowi z Dubna? Na takie pytanie mógłby odpowiedzieć nawet mój furman. Woźnico, chodź no tutaj!

—————————————–

Do Magida z Dubna przybył kiedyś w odwiedziny zaprzyjaźniony z nim wielki rabin Elijahu ben Salomon Zalman, zwany Gaonem z Wilna (1720-1797). W czasie rozmowy gość zapytał gospodarza, jak to się dzieje, że zawsze ma on na podorędziu jakąś stosowną przypowieść. Magid z Dubna tak odpowiedział: Żeby to wyjaśnić, muszę posłużyć się przypowieścią. Otóż pewien oficer był mistrzem w strzelaniu z łuku do tarczy. Zawsze zdobywał pierwsze miejsce we wszystkich konkursach, w jakich brał udział, otrzymał więc z tego powodu wiele złotych medali i dyplomów. Pewnego razu, będąc w podróży, przenocował w żydowskiej karczmie. Jakie było jego zdumienie, kiedy w przydzielonym mu pokoju znalazł na ścianie wiele tarcz strzelniczych narysowanych kredą na ścianie, a w każdej z nich w samym środku tkwiła strzała. Oficer był mistrzem, ale nawet on nie osiągnąłby za każdym razem tak idealnego efektu. Zszedł więc na dół i zapytał karczmarza o to, kto w u niego strzela z łuku do celu. Karczmarz odpowiedział, że to jego dziesięcioletni synek bawi się w taki sposób. Oficer poprosił, aby przyprowadzono do niego chłopca. Kiedy stanął przed nim mały, bosy i umorusany chłopczyk, oficer powiedział: – Widzę, że jesteś doskonałym strzelcem. Gdzie się tego nauczyłeś? Kto tak cię wyszkolił, że za każdym razem trafiasz w sam środek tarczy? – Nikt mnie nie uczył strzelać – odpowiedział chłopiec. – A wyjaśnienie tego, że strzały tkwią w samym środku tarcz, jest bardzo proste. Ja najpierw strzelam z łuku, a potem rysuję kredą kółko wokół wbitej w ścianę strzały. Ja postępuję tak samo, jak ten chłopiec – powiedział Magid z Dubna. – Kiedy słyszę jakąś przypowieść, zachowuję ją w pamięci. Wiem, że prędzej czy później znajdzie się okazja, aby ją użyć.

—————————————–

Pewien duchowny szedł przez miasto z producentem mydła. Mijali dwóch pijaków, którzy bili się i przeklinali.
– Tak długo głosicie Ewangelię, a jednak ludzie dalej są niedobrzy – powiedział biznesmen.
Nieco dalej zobaczyli umorusanego błotem chłopca, który bawił się w kałuży.
– Tak długo sprzedajecie mydło, a ludzie wciąż są brudni – skomentował duchowny.
– Mydło jest dobre tylko wtedy, kiedy się go używa – bronił się producent mydła
– Tak samo jest z Ewangelią – odrzekł duchowny.

—————————————–

W pewnym mieście obok siebie znajdowała się synagoga żydowska i kościół. W sobotę idzie rabin do synagogi patrzy a ksiądz myje mu samochód, no to się rabin ucieszył, ale i zastanowił… Następnego dnia czyli w niedziele idzie ksiądz na msze, patrzy a rabin odcina rurę wydechowa w jego samochodzie.
– Rabin, co ty robisz z moim samochodem ? – krzyczy ksiądz.
Na to rabin odpowiada:
– Ty mi wczoraj ochrzciłeś samochód to ja Ci dzisiaj twój obrzezam.

—————————————–

Leave a Reply