List owieczki do pasterza

List owieczki do pasterza

Zaraz po wysłuchaniu tylu kazań, zanim wybrzmi wiele upomnień z kazalnicy, wydaje mi się czymś naturalnym, że przynajmniej przy jakiejś okazji zamienimy się rolami.

To nie będzie proces, ale przyjacielski, chociaż trochę szorstki, rachunek sumienia. Nie ustaliłam arbitralnie kryteriów. Znalazłam je na jednej ze stron Ewangelii (J 10, 11-18).

Chrystus, „Dobry Pasterz”, a raczej jedyny Prawdziwy Pasterz, ustala wyraźne rozróżnienie pomiędzy pasterzem a najemcą. Jednak nigdy nie odważyłabym się twierdzić, że mój pastor jest najemcą. I w tym miejscu, ustaliwszy, że jest pasterzem, wywód zostałby już zakończony, zanim by się rozpoczął.

Mimo wszystko twierdzę, że w dzisiejszym świecie przynależność do jednej kategorii zamiast do innej nie jest faktem niepodlegającym dyskusji.

Chociaż osoba najemcy ewidentnie przedstawiona jest jako nieprzyjemna, nie do zaakceptowania, dlatego nie pasuje do twojej osoby i do twojego stylu życia, to jednak nie wykluczyłabym, iż niektóre twoje zachowania, myśli, kalkulacje, mentalność, czynią cię czasami bardzo podobnym do owego najemcy, który uzurpuje sobie nazwę pasterza.

Nie chodzi wyłącznie o pieniądze, które – mam takie wrażenie – są gdzieś obecne, jeżeli nie w kieszeni, to przynajmniej w myślach, żeby nie powiedzieć w sercu.

Spróbuj pomyśleć, kochany pasterzu, czy nie jesteś posłuszny logice najemcy, kiedy ulegasz względom prestiżu osobistego, sukcesowi, popularności; gdy interpretujesz twoją rolę według klucza władzy i dominacji, może nawet pod maską ojcostwa; kiedy, zamiast służyć, posługujesz się ludźmi, czynisz z nich narzędzia dla własnych celów, dostrzegasz ich w pryzmacie ich użyteczności dla ciebie, kiedy utrzymujesz, że urząd uprawnia cię do decydowania o nas, manipulowaniu nami, dyskryminacji na podstawie kryteriów wydajności „funkcjonowania” i zewnętrznego porządku.

Wiem, że równowaga jest trudna. Nieśmiałość może się zmienić w słabość, sentymentalizm. Stałość może przemienić się w hardość. Gorliwość może przygasnąć.

Oczywiście, ty jesteś pasterzem. I nie jest mi trudno zrozumieć, jak niełatwe jest to zadanie. Mimo wszystko pozwolę sobie przypomnieć, że Ten, Który określił się jako „Dobry Pasterz”, został przedstawiony również jako „Baranek” (J 1, 29). Nie jestem ekspertem w egzegezie biblijnej, jednak ośmielam się twierdzić, że Baranek przywołuje raczej ideę słabości niż siły, wyobrażenie ofiary niż aroganckie i zuchwałe zachowanie.

Poza tym, niewinność Baranka Bożego, zamiast oddalić Go od grzeszników, uczyniła Go w pełni solidarnym z ludźmi.

Kiedy cię słyszę, jak czasem gorzko narzekasz, gdy gromkim głosem oskarżasz, wyrażasz oburzenie i osądzasz, bardziej przypominasz mi psa, który szczeka i warczy, niż pasterza.

Oczywiście dzisiaj – tak było zawsze – stado jest atakowane przez wilki pozbawione wszelkich skrupułów, rasę, której nie grozi wyginięcie. I do twoich najważniejszych obowiązków należy podnosić głos i – jeśli trzeba – pasterską łaskę, aby bronić stada, które zostało ci powierzone.

Ale wydaje mi się, że krzyczysz zbyt często, z patetyczną monotonią, „na wilka”. I widzisz tylko jeden rodzaj wilków, w których się wyspecjalizowałeś dzięki twoim testom na moralność, a ignorujesz inne, bardziej niebezpieczne, zajmujące mniej stron w twoich testach, a może nie ma ich tam wcale.

Poza tym, czasem są to „papierowe wilki”, przeciw którym potrafimy bronić się sami przy pomocy odrobiny inteligencji i zdrowego rozsądku.

„Najemnik… opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza”. Ty nas nie opuścisz, doświadczyliśmy tego wiele razy. Ale w niektórych przypadkach pragnęlibyśmy, abyś podkreślił swoją czujną obecność ciszą, a nie piorunami i błyskami. Abyś bardziej ufał naszym zdolnościom wypędzania demonów niepokojących twój sen, u których większy strach budzi uśmiech niż anatema.

Kochalibyśmy ciebie, gdybyś mówił więcej „dla”, a nie „przeciw”, gdybyś nam lepiej wytłumaczył, kim jesteśmy, zamiast ostentacyjnie przypominać, co powinniśmy robić, a przede wszystkim, czego unikać.

Krótko mówiąc, dodałbyś nam radości i sensu naszej drodze, a nie pokazywał kodeks drogowy (zakazy, nakazy i sankcje).

Twoim najważniejszym zadaniem powinno być, aby owieczki wzrastały, abyś ustanawiał z nimi relacje, był cierpliwy w powolnym i mało widocznym ich dojrzewaniu, w umacnianiu ich przekonań.

Natomiast zbyt często mamy wrażenie, że pozwalasz się kusić pośpiechowi i manii widzenia rezultatów, które można skontrolować i… opublikować.

Stawiasz bardziej na spoistość wyrazu twarzy, na formalną dyscyplinę niż na wspólnotę, na jednolitość, a nie na jedność.

Lubisz przygotowywać stado na defilady, manifestacje na placu, intensywne tworzenie, które zapewnią ci poklask.

„Interesują cię owce”, jestem tego pewna. Ale przede wszystkim jako liczba, aby zgadzały się numery, aby wzbogacić statystyki, jako gratyfikację za twoją pracę, trud, poświęcony czas.

„Mogę cię zapewnić: kiedy zaś objawi się Najwyższy Pasterz” (1 P 5, 4), nie będzie się pytał o rachunek otrzymanych rezultatów, nie będzie sprawdzał ksiąg z cyframi zbiorów, ale zażąda informacji o cierpliwości, którą zainwestowałeś w zasiew. Terenem egzaminu nie będzie ten szeroki i hałaśliwy plac, a maleńki, ale jakże głęboki obszar serca.

Znasz owieczki, wierzę ci. Ale jednak, przede wszystkim, jesteś w stanie wyliczać ich defekty, braki, niedociągnięcia, błędy w zachowaniu. A twoją winą jest brak skłonności do przebaczania, dotyczy to kilku rzadkich przypadków, które postrzegasz według własnego rozumu. Kiedy jedna z nas ośmiela się powiedzieć „nie”, kiedy nie zgadza się z twoimi ideami, wyborami, wypowiada własne umotywowane zdanie różniące się od twojego, uważasz takie zachowanie za odrzucenie współpracy.

Często mylisz współpracę z „wykonywaniem poleceń”, wierność z biernością, słodycz z rezygnacją, miłość do pracy z brakiem krytyki.

Owszem, pozwalasz sobie nawet na luksus bycia tolerancyjnym, w niektórych przypadkach. Faktycznie akceptujesz fakt, aby ci, którzy nie zgadzają się z tobą… myśleli tak jak ty.

Osądzasz „przykładną” owieczkę, tę, która jest przyzwyczajona pochylać głowę i nie stwarza ci żadnych problemów.

Zamknięte usta i otwarty na całą szerokość portfel. Myślę, że przynajmniej kilka razy śniłeś w ten sposób o twoim preferowanym „wiernym”. I nie był to oczywiście koszmarny sen… Wręcz przeciwnie…

Posłuchaj. Bądź spokojny: nie ucierpi twój autorytet, jeżeli poprosisz z pokorą o radę dotyczącą pracy i pokarmu, jaki trzeba zapewnić, jeżeli przyznasz się do błędu i uznasz winę.

Chciałabym abyś i ty, jak Piotr i Jan po uzdrowieniu paralityka w bramie świątyni, znalazł się w sytuacji, kiedy musiałbyś się tłumaczyć „z dobrodziejstwa danego choremu”, gdy został ci postawiony zarzut, że zajmowałeś się, przede wszystkim, jednostkami „odrzuconymi”. Kościół nie został zbudowany z drogich marmurów i monumentalnych sklepień, ale powstał na jednym „kamieniu… odrzuconym przez budujących”.

I powinieneś przypisywać – bez żadnych dwuznaczności – sukcesy na tym polu potędze „imienia Jezus”, wyznając jednocześnie twój brak wiary i popełniane błędy.

Kochany pasterzu, rozumiem twój dramat. Wyczuwam intuicyjnie, skąd biorą się twoje problemy. Rozumiem twoją niezbyt wygodną pozycję. Wszystko ma źródło w tym, że musisz dopasować swoje wyobrażenie pasterza do modelu zaoferowanego przez Tego, który „ofiaruje swoje życie za owce”. I ofiaruje je w akcie wolności i miłości.

Gdyby chodziło o konfrontację z abstrakcyjnymi definicjami, teoretycznymi formułami, dałbyś sobie radę bez najmniejszego ryzyka. Kiedy chodzi o zapisane strony, nie brakuje nigdy wykrętów…

Ale będąc uzależnionym od wzoru, którego nie można zastąpić, każda twoja droga ucieczki została zamknięta. To najemnik jest tym, który ucieka: zarówno przed wilkiem, jak i – co jest jeszcze łatwiejsze – przed „niebezpieczeństwem” Pasterza, który pragnie powierzyć własne owce wyłącznie pasterzom gotowym podjąć ryzyko, że staną się do Niego podobni.

Zatem, nie łudź się, że utuczysz nas na bazie dokumentów, słów, formuł. Stado karmi się – przede wszystkim – własną gotowością „oddania życia”. Możesz powiedzieć, że znasz naprawdę swoje owce wyłącznie wtedy, kiedy jesteś gotowy zapłacić za nie taką cenę.

Jeżeli owce „nie są warte” twojego życia, pierwszym, który się tragicznie pomylił w obrachunkach, jest „Dobry Pasterz”. Albo… jesteś ty, który jeszcze nie zrozumiałeś, że „strata” jest wielkim zyskiem: dla ciebie i dla nas.

A teraz, kiedy pozwoliłeś mi wyciągnąć do ciebie dłoń, aby dokonać rachunku sumienia, pozwól mi powiedzieć, że czuję się o wiele bezpieczniejsza.

Nie, nie mam władzy odpuszczenia ci grzechów, ale mam możliwość, równie wielką, aby kochać cię jeszcze bardziej.

Nie wymagam od ciebie dyplomu „idealnego pasterza”. Ja też nie jestem idealną owieczką.

Jestem zadowolona, że ty jesteś po prostu pasterzem, który idzie z nami. A może, jeżeli zdołasz, dwa kroki przed nami.

Alessandro Pronzato – Wierzyć, Kochać, Żyć nadzieją dzień za dniem.