Moje wspomnienie o Morrisie Vendenie

W niedzielę 10 lutego zmarł w Kalifornii pastor Morris Venden. Miał 80 lat.

Myślę, że śmiało mogę napisać, że był jedną z tych osób, które ukształtowały moje chrześcijaństwo.

Jego kazania oraz książki potrafiły tłumaczyć i systematyzować jedną z najpiękniejszych nauk biblijnych  jaką jest nauka o usprawiedliwieniu przez wiarę. Opowiadał o sprawach zbawienia nie tylko teologicznym językiem, ale umiejętnie wykorzystywał przykłady z otaczającej nas rzeczywistości, by opisywać istotę Bożego zbawienia.

Pierwszy raz to nazwisko zapamiętałem biorąc do ręki książkę “Aby poznać Boga”. W tym tygodniu również otworzyłem ją i ze wzruszeniem przypominałem sobie  czas, kiedy poznawałem Boga, i jak myśli Vendena subtelnie kształtowały we mnie Jego obraz.

Kolejne wspomnienia to wykłady Vendena na Campie w Zatoniu. Dał się tam poznać  jako wyśmienity mówca i ciepły człowiek o bardzo spokojnym usposobieniu. Nie zapomnę jak podczas jednego z wykładów powiedział, że zazwyczaj nie krzyczy podczas kazań, ale tą jedną rzecz musi wykrzyczeć: Jezus jest naszym uświęceniem.

Zdanie to bowiem  jest na tyle rewelacyjne, że nie da się go powiedzieć spokojnie,  tym bardziej, gdy uwzględni się fakt, jak wiele osób notorycznie myli  usprawiedliwienie i uświęcenie, to pierwsze przypisując działaniu Boga  podczas, gdy sprawę uświęcenia pozostawiając w rękach człowieka. Nie ma więc uświęcenia bez usprawiedliwienia.

W kościele po Campie zaczynęło  się pozytywne szaleństwo na punkcie książek Vendena. Pojawiły  się książki: “Grona”, “Jak poznać wolę Bożą w swoim życiu”, “Twój przyjaciel Duch Święty”, “Miłość, małżeństwo, a usprawiedliwienie z wiary” i wiele innych, które jasno uzmysławiły czytelnikom, że dla Vendena nie było  praktycznie żadnego tematu, którego nie mógłby wykorzystać, ażby nie powiązać tego ze sprawami zbawienia.

Moje ostatnie wspomnienie to czas, w którym wspólnie z przyjaciółmi, podczas grup domowych studiowaliśmy 95 tez Vendena o usprawiedliwieniu. Kto nie miał możliwości studiować tego w grupie, może tylko domyśleć się jak gorące były to chwile.

Uważam, ze moim szcześciem bylo to, że najpiękniejsze okresy mojego chrześcijańskiego doświadczenia powiązane są z działalnością Morrisa Vendena, a  ten mój krótki wpis jest wyrazem wdzięczności przede wszystkim Bogu za to, że upodobało się Mu wykorzystać Morrisa Vendena w swojej służbie.

Na koniec jedna z tez Vendena, która ciągle nie daje mi spokoju:)

– Każdy, kto został zniechęcony w swojej społeczności z Bogiem, z powodu swego postępowania,  jest legalistą.